|
Forum dyskusyjne |

MARIANNA DEMBIŃSKA - bizneswoman i specjalistka od gaf. Mieszka we Włoszech, zajmuje się dystrybucją i promocją win. Napisała autobiograficzną powieść "Tobie to dobrze" i sztukę "Casting", której polska premiera niedawno odbyła się na deskach opolskiego teatru i jest grana z sukcesem nadal.
Od czego by tu zacząć, żeby było od początku i logicznie...?
Wiem ! Od „...Mam taką koleżankę...”.
Oberwało mi się trochę za poprzedni tekst. Ania miała co prawda pewne wątpliwości czy to o niej, natomiast Krzysiek połapał się od razu. Najbardziej oburzony był o „cielęce oczy”. Walił w pierś i zaprzeczał. No dobrze, niech mu tam. Rozmarzony wzrok. Lepiej?
dalej>>>- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – wrzasnęła Ania.
- Ja? Tak! Oczywiście, że tak! Potwierdziłam, chociaż przyznać muszę, że nie do końca to była prawda.
- Moja podswiadomosc zwariowala - powiedziala Ania dzwoniąc do mnie wczoraj o północy.
- Nie podswiadomość , tylko ty.- odpowiedziałam. A jak, wiesz, też mi już niewiele brakuje.
- Do?
- Do zwariowania!
Gdzieś przeczytałam, że świat się zmieni gdy Ania – gaduła zmodyfikowana genetycznie (bo rodzice gadułami zdecydowanie nie są) nie bedzie wiedziała co mówić. No i zbliża się. Coś się wydarzy, niekoniecznie 11 września, ale zwrot w historii ludzkości być musi!
Jak już udało mi się „wyprawić” Anię do Gdańska, czułam się jak mamusia która po raz pierwszy wysyła pociechę na kolonie. Może z tą różnicą, że nie spodziewałam się że będzie w nocy za mną tesknić i płakać, chociaż z Anią kto wie.
- Spałaś kiedyś na trawie w ogrodzie?
- Przepraszam a kto pyta? – spytałam bo nie wyświetlił mi się numer. W ogrodzie? -myślałam... w jakim sensie?
- Jak to kto? Ania. To jak spałaś ?
Ja chcę wiedzieć. Są razem czy nie?! Co myslą? Będą się spotykać? Chyba mam prawo pytać po tylu nieprzespanych nocach! Zadzwoniłam więc do Ani.
- Słuchaj! – powiedziałam – nie chodzi mi o to czy będziecie razem „żyli długo i szczęśliwie” bo wiem że za wcześnie na takie pytania, ale...
- Wiesz, jest taka możliwość, że jestem w ciąży – wyrzuciła z siebie jednym tchem Ania.
- Mam Cię pocieszać, czy gratulować?- spytałam zdezorientowana.
- A tobie jeszcze żarty w głowie?! – krzyknęła.
- Dalej nic!
- Z czym?
- No wiesz! Z moimi... kobiecymi sprawami.
- Aniu, spokojnie, poczekaj do jutra czy do niedzieli... nie panikuj!
W około 1500 filmach nakręconych w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat i przedstawiających katastrofę na pokładzie samolotu (burza, zbliżające się UFO, porwanie samolotu przez wariata, terroryści itp.) akcja z „dreszczykiem” zaczyna się jak stewardesa zadaje właśnie to pytanie (z źle ukrywanym strachem w oczach): „Czy leci z nami lekarz?”
- Piersi mi się w biustonoszu nie mieszczą!
Mnie się pewne sprawy w głowie nie mieszczą – pomyślałam, na głos powiedziałam jednak:
- Może wygotowałaś w 90° i się skurczył?
Ania ma kobiece dni, co wyklucza ciąże. Teraz siedzi i płacze. Sama nie wie, dlaczego, na początku myślała ze że szczęścia, ale do końca szczęśliwa nie jest.
Po histerii „jestem w ciąży” i tej „nie jestem w ciąży” nastała „on mnie celowo w sobie rozkochał a teraz zostawi(l). Krzysiek się nie odzywa, myślę że przechodzi jakieś tam swoje dziwne momenty i chce być sam.
Dzisiaj Ania zadzwoniła do mnie dopiero o 10-tej i zaczynałam się niepokoić. Całkiem słusznie zresztą, bo…
- Dzwoniłam do niego – zaćwiergotała Ania do telefonu. Wszystko jest OK.
- Miło cię słyszeć. U mnie nic ciekawego, a co u ciebie?
- No mówię ci przecież! Wszystko jest OK!
Dziś rano to ja zadzwoniłam do Ani. Przez nią, przez Krzyśka i tę ciąże której nie było, przez te wszystkie nieprzespane noce i godziny interpretacji męskich zachowań ja też zwariowałam. Więc niech się teraz ona ze mną męczy, żeby sprawiedliwie było. W końcu od tego są przyjaciele!
dalej>>>Sobota ma to do siebie, że mogę dłużej pospać. Przepraszam. Mam opisywać tylko fakty. Dopóki Ania nie zaczęła kombinować z Krzyśkiem, sobota MIAŁA to do siebie, że mogłam dłużej pospać.
dalej>>>Tego samego dnia co wyżej. Zadzwoniłam do mamy i pożaliłam się na ból głowy. Mamusia zdiagnozowała przepracowanie. Oczywiscie nie pochwaliłam się o meczu Ja - Rum. 1:0. (1:0 dla mnie czyli wygrałam, nie?)
dalej>>>
- Mam tego dość!
- Ania ? Co się dzieje?
- Słuchaj. Potrzebuję się wygadać. Mogę przeklinać?
Godzina 21:33. Telefon. Ania.
- Już się o ciebie martwiłam.
- Spędziłam bardzo konstruktywnie te dwa dni.
- Boże! Zgadnij co się stało?!
- Teoretycznie Pan Bóg niczego zgadywać nie musi, bo on i tak wszystko wie. No i jak chcesz z nim rozmawiać, to niestety pomyliłaś numer.
Dzisiaj obudziła mnie moja mama. Miała pretensje o brzydkie słowa zawarte w tekście, i o to, że napisałam, że mnie nie czyta.
dalej>>>Przez kilka ostatnich dni Ania nie odzywała się wcale. Pojechała do Beauty Farm, gdzie płaci się 150 euro za liść sałaty na obiad i marchewkę na kolacje.
dalej>>>
- Śpisz?
- Nie no, co ty! – mruknęłam zupełnie zaspana do telefonu zapalając światło w sypialni.
Są takie dni, kiedy wszystko jest na „NIE”. Mój dzień zaczął się od tego, że jakiś facet najwyraźniej myląc numer telefonu zadzwonił do mnie i wydzierał się niemiłosiernie nie dając mi żadnej możliwości powiedzenia, że to nie ja zgubiłam jego psa(?!).
dalej>>>Ponieważ na wredną zołzę zdecydowanie (niestety) się nie nadaję, no chyba, że ktoś długo i ciężko pracuje żeby mnie z równowagi wyprowadzić.....
dalej>>>- Wstawaj spiochu szkoda dnia! - usłyszałam dziś rano obierając telefon i przeklinając sama siebie że go nie wyłączyłam.
dalej>>>Słuchaj, wiesz ja sobie to wszystko przemyślałam... (w tym momencie złośliwa myśl przemknęła mi przez główkę – że dopóki Ania n i e m y s l a ł a, ja miałam mniej problemów. Dużo mniej!)
dalej>>>- Cześć, – co robisz w weekend? Choć pytanie Ania zadała mi o „normalnej” godzinie miałam problem z szybkim zebraniem myśli.
dalej>>>
Rozbawione historią „masażu” zapaliłyśmy papieroska.
- Wiesz dlaczego Krzysiek jest taki wysoki? – spytała Ania.
- Mam trochę niejasną wizję tego całego przeznaczenia – powiedziała – bo jak to jest ... Co ma być to będzie? Czyli jak ja będę się spotykać z Krzyśkiem to to jest przeznaczenie, tak?
dalej>>>